Lech był o krok od wielkiego finału. Polonia poszła w jego ślady

Lech był o krok od wielkiego finału. Polonia poszła w jego ślady

Obecnie w Europie istnieją aż cztery różne rozgrywki klubowe koszykarzy i niezorientowanemu w sytuacji trudno się we wszystkim zorientować. Niegdyś sytuacja była zdecydowanie bardziej jasna. W jedynym Pucharze Europy Mistrzów Krajowych grali (jak sama nazwa wskazuje) tylko mistrzowie, choć nie tylko (wbrew nazwie) z Europy.

Dzięki temu nieco łatwiej było przebić się do ścisłej czołówki. W pierwszej edycji Legia Warszawa odpadła w ćwierćfinale, ale w dwóch kolejnych do półfinału dotarły drużyny Lecha Poznań i Polonii Warszawa.

Lechici doszli do najlepszej czwórki, choć pokonali tylko dwóch rywali. Formalnie jednak przebrnęli w sezonie 1958/1959 trzy etapy złożonego z 21 uczestników pucharu. W pierwszej rundzie wygrali bowiem walkowerem z Etzellą Ettelbruck z Luksemburga, który w ostatniej chwili wycofała się z gry.

Zapasy w Brnie

Podobne sytuacje nie były wtedy wcale rzadkością. Zrezygnował jeszcze jeden zespół ze szwedzkiego Sundbybergu, a potem z problemami toczyły się mecze z udziałem Al-Gezira z… Egipskiego Kairu. To zresztą powinno dać działaczom europejskiej federacji do myślenia i skłonić ich do rezygnacji z pomysłu zapraszania drużyn z Afryki (co szybko nie nastąpiło).

Dalszy ciąg materiału pod wideo.

W 1/8 finału Al-Gezira wyeliminowała Włochów z Mediolanu, bo odmówili oni gry rewanżu w Egipcie na zewnętrznym boisku. W ćwierćfinale dla odmiany to Egipcjanom zabrakło funduszy na podróż do Bułgarii, więc odpadli. Tymczasem Lech w tych fazach stoczył pełne dwumecze – najpierw ze Spartakiem Brno (obecnie pod nazwą Egoe Brno), a następnie z belgijskim, teraz już nieistniejącym Antwerpse BC.

Trudniejszy dla poznańskiego zespołu okazał się ten pierwszy rywal. W stolicy Wielkopolski prowadzony przez Janusza Patrzykonta Lech wygrał pewnie 87:63, mając najlepszego strzelca w osobie Włodzimierza Pudelewicza, ale potem nie brakowało wiele do roztrwonienia przewagi.

Aż 34 pkt rzucił niespełna 20-letni František Konvička, który później został legendą czechosłowackiego basketu i zajął 5. Miejsce w plebiscycie na najlepszego gracza XX w. Naszych południowych sąsiadów.

Explore more:  Nadeszła tragiczna wiadomość. Nie żyje 25-letni piłkarz

– To już były małe zapasy. Sędziowie Francuz Coppim i Węgier Velkey częściowo pod presją 1500 osób w minimalnym stopniu reagowali na nieczystą grę – narzekał na łamach Przeglądu Sportowego trener Patrzykont.

– Z akcji mego zespołu byłem w 100 proc. Zadowolony. Sądzę, że gdyby sędziowie nie patrzyli przez palce na ostrą grę Spartaka, wygralibyśmy to spotkanie – dodał.

100 zł na czarnym rynku

W ćwierćfinale z Belgami takich nerwów nie było, ale w półfinale czekał zwycięzca z poprzednich rozgrywek, czyli radziecki (a w zasadzie łotewski) ASK Ryga, w polskiej prawie nazywany Sport Klubem. Przyjazd takiego zespołu był dużym wydarzeniem.

“Już na godzinę przed rozpoczęciem spotkania hala Lecha była oblegana przez miłośników koszykówki, których mogło zmieścić się na balkonie, trybunach i ławkach wokół boiska zaledwie 900 osób. Nic więc dziwnego, że poznaniacy, rozmiłowani w koszykówce, ofiarowywali na czarnym rynku po 100 zł za bilet wstępu” — czytamy w Przeglądzie Sportowym z 1959 r. W relacji z pierwszego meczu w Poznaniu.

Jeszcze po pierwszej połowie jego wynik był “na styku”, ale potem obraz gry uległ zmianie. Trener gości wykorzystał centymetry słynnego podkoszowego Janisa Kruminša, który stanowił dla Polaków zaporę nie do przejścia.

Goście wygrali 90:69 i drugi mecz w Rydze był już tylko formalnością, zakończył się niewysokim zwycięstwem gospodarzy 84:76. Warto wspomnieć, że koszykarze Lecha z Rygi pojechali do Wilna, gdzie rozegrali mecz towarzyski i dopiero potem udali się do Warszawy.

  • Zimne, piąte miejsce. Tak polscy koszykarze zadebiutowali na mistrzostwa świata.
  • Być może to konieczność łączenia rywalizację na parkietach krajowych i międzynarodowych sprawiła, że Lech nie obronił mistrzostwa Polski, oddając je Polonii Warszawa. Dzięki temu w kolejnej edycji pucharowych rozgrywek zagrały Czarne Koszule, które od razu zostały rozstawione w drugiej rundzie.

    W tej fazie warszawianie dwa razy pokonali fiński Pantterit Helsinki i w ćwierćfinale trafili na słynny kataloński klub z Barcelony. I wcale nie byli stawiani na straconej pozycji, co potwierdziło się na boisku.

    Cegła przyczyną kontuzji

    Dla Polaków sama wizyta w Hiszpanii (w trakcie której m.In. Zwiedzali fabrykę samochodów i gościli na przyjęciu w firmie produkującej wermut Martini) była zapewne wyjątkowym przeżyciem ze względu na możliwość gry w mogącej pomieścić 9 tys. Widzów hali.

    Explore more:  Błaszczykowski opuści mecz barażowy, wykluczył go uraz

    Tu warto dodać, że była ona dostępna tylko w trakcie meczu, więc trening goście musieli odbyć na świeżym powietrzu, choć temperatura wcale nie była letnia, ale wynosiła kilkanaście stopni Celsjusza.

    Na parkiecie było natomiast zdecydowanie gorąco, a losy zwycięstwa ważyły się do końca. Polonia wygrała 65:64 i teraz taki wynik byłby wydarzeniem dnia w Polsce. Wtedy przegrał – poniekąd słusznie – z dwoma medalami olimpijskimi w Squaw Valley dla łyżwiarek szybkich Heleny Pilejczyk i Elwiry Seroczyńskiej.

    Zawodnicy gości w Barcelonie niejako w nagrodę rozdali mnóstwo autografów i dostali liczne upominki od słynnego piłkarza Ladislao Kubali. Będący właścicielem fabryki odzieży Węgier przekazał Polakom drobiazgi z dziecięcej konfekcji. A potem udali się oni w trwającą niemal trzy doby – z postojem w Paryżu – podróż do Polski.

    Przed drugim meczem w Warszawie losy awansu były sprawą otwartą. Polonistom pomogła kontuzja podstawowego zawodnika Barcy Alfonso Martineza, któremu przed wyjazdem do Polski spadła na nogę… Cegła.

    O tym, jak jednak wysoko ceniono w naszym kraju umiejętności koszykarzy Polonii, świadczy tytuł i relacja ze spotkania w stołecznej hali AWF-u. W “PS” czytamy, że gracze Polonii nie zachwycili mimo zwycięstwa 49:41.

    “Fakt zakwalifikowania się do półfinałów Pucharu jest niewątpliwie sukcesem koszykarzy Czarnych Koszul, natomiast za przebieg spotkania z drużyną hiszpańską, za formę, jaką w niedzielę zademonstrowała Polonia nie można pochwalić (…). Polonia chyba zlekceważyła początkowo przeciwnika, a poza tym wydaje się być już wyraźnie zmęczona ciężkim sezonem ligowym i rozgrywkami o Puchar Europy” — relacjonowali nasi dziennikarze.

    “Warszawska publiczność widziała już swych ulubieńców w lepszej formie” – mówił spiker Polskiej Kroniki Filmowej.

    Z radzieckim ambasadorem

    Półfinałowa przeszkoda okazała się – podobnie jak rok wcześniej – zdecydowanie za trudna. Tym razem na mistrza Polski czekało Dinamo Tbilisi, które, wygrywając pierwszy mecz u siebie 88:65, niemal zapewniło sobie awans.

    W “PS” zresztą nie pozostawiono złudzeń, bo tytuł relacji z tego widowiska brzmiał: “Koszykarze Polonii tracą w Tbilisi szanse na finał Pucharu Europy”. Być może przedwcześnie, ale proroczo.

    Explore more:  Wstrząsające wyznanie rywalki Radwańskiej. Jej dzieciństwo zamieniło się w koszmar

    Drugi mecz u siebie, oglądany na żywo przez ambasadora ZSRR Piotra Abrasimowa i przegrany tylko 61:64 uznano za… Sukces, co brzmi dziwnie, bo przy tak nikłej porażce raczej należałoby czuć niedosyt. Inna sprawa, że nie miało to większego znaczenia – losy awansu były już jasne. Wkrótce Polonia, tak jak Lech, oddała mistrzostwo Polski innemu zespołowi – tym razem Legii.

  • Gdy powiedział, że jedzie do Polski, babcia omal się rozpłakała. Teraz gra w Legii.
  • Jej już tak dobrze w Europie nie poszło, bo w 1961 r. Już w ćwierćfinale przegrała z CSKA Moskwa. W kolejnych latach to była “ulubiona” faza polskich przedstawicieli, bo najczęściej kończyli udział w rozgrywkach właśnie na czołowej ósemce, przegrywając z nie byle kim, bo ze wspomnianym CSKA czy Realem Madryt.

    Z biegiem czasu nawet i ona coraz częściej znajdowała się poza zasięgiem, a obecnie na najwyższym klubowym szczeblu rozgrywkowym (Euroliga) nie ma nikogo z Polski…

    LECH POZNAŃ 1958/1959

    Włodzimierz Pudelewicz, Jerzy Młynarczyk, Wiktor Haglauer, Dariusz Świerczewski, Mieczysław Fęglerski, Zdzisław Blewąska, Mieczysław Łopatka, Stanisław Olejniczak, Jerzy Borowy, Marian Pawelczak, Wiesław Hołowiecki, Zdzisław Tomczak, Aleksander Lewandowski, Jerzy Pięta. Trener: Janusz Patrzykont.

    1. Runda: Etzella Ettelbruck (Luksemburg) – walkower.

    2. Runda: Spartak Brno (Czechosłowacja) – 87:63 (d), 68:85 (w).

    Ćwierćfinał: Antwerpse BC (Belgia) – 89:80 (w), 105:61 (d).

    Półfinał: ASK Ryga (ZSRR) – 69:90 (d), 76:84 (w).

    POLONIA WARSZAWA 1959/1960

    Janusz Wichowski, Witold Zagórski, Jerzy Piskun, Bogusław Karbownicki, Tadeusz Bugaj, Witold Jędrzejewski, Stanisław Nowak, Wacław Komala, Marian Winiarski, Bogusław Bartkiewicz, Jacek Samborski, Andrzej Mateja, Marcin Herbst. Trener: Jerzy Groyecki.

    2. Runda: Pantterit Helsinki (Finlandia) – 88:84 (w), 96:78 (d).

    Ćwierćfinał: FC Barcelona (Hiszpania) – 65:64 (w), 49:41 (d).

    Półfinał: Dinamo Tbilisi (ZSRR) – 65:88 (w), 61:64 (d).

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

    Data utworzenia:.

    19 kwietnia 2023, 14:06.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

    Modric