„Nikt tak nie potrafi komplikować sobie sytuacji jak nasz Kolejorz”

„Nikt tak nie potrafi komplikować sobie sytuacji jak nasz Kolejorz”

Ekstraklasa.

– By poważnie myśleć o tytule trzeba było zacząć regularnie punktować na wyjazdach – pisze w swoim cotygodniowym felietonie Wredny Kibol.

26 maja 2015, 15:01..

| Aktualizacja 26 maja 2015, 15:10.

Lech - lechia
Lech – lechia (Foto: Piotr Matusewicz / Pressfocus)

Kolejne ważne zwycięstwo, kolejne 3 punkty bliżej tytułu. Pozostają trzy teoretycznie łatwiejsze mecze, ale niestety tylko teoretycznie. Drugie zwycięstwo z rzędu niestety nie może dać pewności, że następny mecz również wygramy. Choć serce mówi, że Pogoń powinna zostać z murawy na Bułgarskiej po prostu zmieciona, to rozum podpowiada ostrożność.

Gołym okiem widać, że nikt tak nie potrafi komplikować sobie sytuacji jak nasz Kolejorz, i nikt tak jak nasza drużyna nie potrafi w ostatnim czasie podnieść ciśnienia kibolom. Nic to, że prowadziliśmy w Gdańsku, wydawałoby się, z bezpieczną przewagą dwóch bramek, Lech musiał w końcówce odesłać kilka osób do kardiologa. Czas chyba zacząć się do tego przyzwyczajać, że w naszych meczach musi się wydarzyć coś, co postawi na głowie przedmeczowe założenia, czy też zakłóci spokojną w teorii końcówkę. Podobnie jak w Warszawie Lech, kontrolując wydarzenia na boisku, po zdobyciu dwóch bramek, oddaje przeciwnikowi inicjatywę i wyraźnie prosi się o problemy.

Spokojna i konsekwentna gra ustępuje pola wkradającej się w nasze szeregi panice i tylko przytomności umysłu takich piłkarzy jak Trałka czy Arajuuri, lub kosmicznej paradzie bramkarza zawdzięczamy to, że zgarniamy punkty w komplecie. Jeżeli w Europie trafimy na kogoś poważniejszego niż Lechia czy Legia będziemy mieć niemałe problemy. Pocieszające jest jednak to, że fragmenty słabszej gry są już coraz krótsze i długimi okresami potrafimy kontrolować mecze na tak trudnych terenach jak Warszawa czy Gdańsk.

Explore more:  Webb posędziuje w finale

Do tytułu zostały nam jeszcze trzy mecze, nie ma nawet sensu rozprawiać nad tym ile faktycznie punktów nam wystarczy, kto i gdzie się wyłoży. Kolejorz w końcu zaczął grać swoje, choć jeszcze niedawno potrafił zgubić punkty w bardzo słabym stylu z Koroną czy Łęczną, to jednak lokomotywa wjechała na właściwe tory. Jeszcze przed rozpoczęciem rundy finałowej było widać, że to właśnie Kolejorz najlepiej sobie radzi z drużynami z górnej połowy tabeli. Długo niezdobyta pozostawała twierdza Bułgarska. Jednak by poważnie myśleć o tytule trzeba było zacząć regularnie punktować na wyjazdach, mało tego, trzeba było zacząć w końcu je wygrywać. I po cichu, po cichutku Kolejorz nie przegrał żadnego z ostatnich pięciu spotkań ligowych rozgrywanych poza Poznaniem. Bilans jak na Lecha jest imponujący 4-1-0 i 9:4 w bramkach.

Z każdym kolejnym meczem, nawet tym przegranym z Jagiellonią, Lech staje się mocniejszy, przede wszystkim mentalnie, bo piłkarsko mimo słabszej formy kilku kluczowych piłkarzy ofensywnych to właśnie Lech jest najmocniejszy w lidze. I choćby nie wiadomo jak czarowano w redakcjach jest to fakt, który potwierdzamy na boisku. Po porażce z Jagiellonią padały pytania o to czy jesteśmy w stanie się podnieść i ograć kilka dni później Śląsk, który ledwo co urwał punkty Legii. Najlepszą odpowiedź dostaliśmy na boisku, gdzie Śląsk niewiele miał do powiedzenia i tylko opieszałości naszej ofensywy może zawdzięczać, że nie wyjechał z większym bagażem goli. Kolejne wątpliwości pojawiły się przed wyjazdem do Gdańska i znowu Kolejorz pokazał, jak silną jest drużyną. Podobnie jak Jagiellonia przy Bułgarskiej, tak samo Lech był zabójczo skuteczny pod bramką przeciwnika, gdzie nie stworzył sobie przecież kilkunastu okazji do zdobycia bramki. I gdyby nie błąd sędziego kiedy w polu karnym faulowany był Sadajew, nie musielibyśmy pocić się w końcówce.

Explore more:  Borussia przegrywa. Reprezentacyjna forma Lewandowskiego (zobacz)

Teraz czas na Pogoń z którą w lidze nie wygraliśmy na Bułgarskiej od wiosny 2007 roku. Co prawda po drodze Pogoń spadła z ligi, ale po jej powrocie nie potrafiliśmy z Portowcami wygrać na Bułgarskiej. Czas przełamać złą passę i w końcu Pogoń rozbić, nie udało nam się jeszcze przecież zrehabilitować za skandaliczny występ w Szczecinie, skąd wróciliśmy z bagażem pięciu bramek zapakowanych przez Robaka. Mecz jak zwykle będzie miał kilka podtekstów, przede wszystkim na Bułgarską wraca Czesiu Michniewicz, ciągle dobrze przez nas wspominany. Zagrajmy swoje, to niestraszny nam będzie nawet seryjnie ładujący kasty Batman biegający w koszulce Portowców. Może w końcu uda się zbliżyć do magicznej granicy jaką wyznacza akcja #czterydychylecha. Kiedy jeżeli nie w meczu z Pogonią?

WREDNY KIBOL.

Typowy poznański kibol, na Bułgarskiej od 25 lat. Wredny? Tylko czasami ;).

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

26 maja 2015, 15:01..

atletico mineiro vs coritiba

al nassr vs farense

football today scores live

slovenia vs cape verde

losc vs slovan bratislava

Modric